wtorek, 22 lipca 2014

ROZDZIAŁ 5

     Przyjechałyśmy z Aną bardzo późno do domu, była godzina dwudziesta trzecia. Byłam strasznie zmęczona i marzyłam już tylko o kąpieli i położeniu się do łóżka, ale oczywiście moja przyjaciółka chciała wszystko wiedzieć, a w drodze powrotnej prawie w ogóle o tym nie rozmawiałyśmy, tylko włączyłyśmy naszą ulubioną składankę i głośno śpiewałyśmy. Naprawdę dawno nie byłam tak szczęśliwa.
 - No Liz, błagam cię, nie trzymaj mnie tak długo! Opowiadaj wszystko, a nie! - powiedziała niecierpliwie Ana.
 - Ale ja jestem padnięta, nie możemy pogadać sobie jutro?
 - No proszę, proszę! Wiesz, że ja nie lubię czekać.
 - Ale jesteś uparta. Dobra, w takim razie ja się idę wykąpać, a ty zrób jakąś kawę czy coś, to porozmawiamy. Pasuje?
 - Okej, masz 15 minut! - powiedziała z uśmiechem, po czym postawiła wodę. Ona jest taka słodka, jak to możliwe, że jest zdolna do... A nieważne z resztą.
     Wykąpałam się jak najszybciej mogłam i wróciłam do kuchni. Tam czekała na mnie aromatyczna kawa i apteczka, żebym mogła sobie zrobić opatrunek trochę lepszy od tego, który miałam. 
 - No więc tak. Jak zeszłam ze sceny to poszłam za kulisy tak jak mi kazali, siedziała tam grupka osób, dwie dziewczyny i jeden chłopak. Okazało się, że są to inni tancerze, których wcześniej przyjęto. No i potem przyszła Emma, mówiła coś o tym, że trzeba się spotkać za jakiś tydzień czy coś takiego, będzie do nas jeszcze dzwonić. Rozdała nam umowy i mamy ten czas teraz na to, żeby je przejrzeć.
 - Rany, ale to świetnie brzmi! No i co było dalej? A ci ludzie spoko?
 - Tak, ludzie fantastyczni, w ogóle wzięłam numer od jednej dziewczyny, mamy się spotkać całym zespołem, żeby się lepiej poznać no i wiesz, trzymać razem. W ogóle to jeszcze była jedna taka w sumie dziwna sytuacja...
 - To znaczy?
 - No bo jak otarł mnie ten but, no nie, no to potem jak już zaczęliśmy się rozchodzić, to ja znalazłam jakieś krzesło i sobie usiadłam, żeby się temu przyjrzeć... No i nagle Shannon do mnie przyszedł, powiedział, że pójdzie mi coś znaleźć i ja w sumie nie chciałam, przecież dam sobie radę bez niczyjej a już na pewno jego pomocy, ale się uparł. Prysnął mi na ranę perfumami, przyłożył tę chusteczkę i zakleił taśmą. W sumie no to się dziwnie i nie do końca komfortowo czułam, ale na szczęście musiał już wracać do pracy...
 - No co ty? I tak o wziął i opatrzył ci ranę? Boże, dziewczyno, ale ty masz szczęście!
 - Nie nazwałabym tego szczęściem. Szczerze mówiąc to boję się tego jak to wszystko będzie wyglądało... Ten strach, że któryś z nich mnie rozpozna mnie po prostu paraliżuje. Dzisiaj myślałam, że zawału dostanę, jak Shannon był tak blisko mnie... Przecież ja tylko zmieniłam styl i kolor włosów, on nadal może mnie rozpoznać.
 - Nie bój się, gwarantuję Ci, że jeśli do tej pory cię nie poznał, to już tak zostanie. Nie masz się czym martwić. Poza tym, cholera, to jest twoje życie, masz prawo robić co chcesz i nikogo nie ma prawa to obchodzić.
 - Ale tu chodzi o coś całkiem innego, ja po prostu spaliłabym się ze wstydu, gdyby oni wiedzieli, czym ja się zajmowałam. To tak, jakbym weszła do sklepu i zaczęła krzyczeć, tak żeby wszyscy usłyszeli "hej, ludzie! jestem dziwką, kto mnie przeleci?!". Ja po prostu nie chcę takiego poniżenia...
 - No okej, rozumiem. Nie mówmy już o tym. Lepiej powiedz mi, mówili coś już jak to będzie wyglądało? Czy ty się musisz gdzieś wyprowadzić, czy jak?
 - Nie, póki co nic nie wiem, pewnie na spotkaniu omówią szczegóły. A właściwie, to wszystko może być zapisane w umowie, muszę to jeszcze przejrzeć. W ogóle, to Klaus do mnie dzwonił, ale nie mogłam odebrać, muszę do niego oddzwonić i się dowiedzieć, o co chodzi. Nie dzwonił do Ciebie?
 - Nie, nie dzwonił. To oddzwonisz jutro - powiedziała Ana. Siedziałyśmy do około drugiej w nocy, aż w końcu zmęczone poszłyśmy spać.
     Następnego dnia obudziłam się wypoczęta jak nigdy wcześniej. Zadzwoniłam do Klausa, żeby dowiedzieć się o co chodziło. Jak się okazało, robił imprezę na zamknięcie klubu i chciał, żebyśmy ten ostatni raz zatańczyły z Aną. Na początku w ogóle nie chciałam o tym słyszeć, ale po jakimś czasie uznałam,  że tyle mogę dla niego zrobić. Raz i już nigdy więcej. Impreza miała być w piątek, więc za parę dni. Trochę się martwiłam, czy Shannon nie przyjdzie, albo którykolwiek z nich, ale może będę miała szczęście. Co prawda przefarbowałam włosy, ale najwyżej ubiorę jakąś perukę i po sprawie, klienci nie mogą mnie zobaczyć w blondzie, bo nie chcę, żeby oglądali się za mną na ulicy.
     Dzwoniła też Emma i jesteśmy umówieni na czwartek. Ja, ona, zespół, prawnik no i reszta tancerzy. Zastanawiam się w sumie, czy nie wziąć na spotkanie swojego prawnika, albo chociaż dać mu do przeczytania moją umowę, żeby mieć pewność, że wszystko jest okej.
     Rany, to aż dziwne, co się dzieje teraz w moim życiu. Podpisuję kontrakt z zespołem 30 Seconds To Mars? I to nie jako dziwka, tylko jako tancerka? Naprawdę to aż dziwne.


     Te kilka dni do czwartku bardzo mi się dłużyło. Nie mogłam się doczekać aż wreszcie podpiszę tę umowę, ostatni raz zatańczę w klubie i w końcu zacznę nowe życie!
     Co prawda nadal mam o sobie negatywne zdanie i nadal uważam, że na nic nie zasługuję, bo tak po prostu jest, taka prawda. Ale coś we mnie, tam głęboko w środku  zaczęło się zmieniać. Już broń boże nie jestem dumna z tego, co robiłam, czym się zajmowałam. Tak bardzo chciałabym zacząć życie od nowa, inaczej je ułożyć. Przede wszystkim nie zrywałabym kontaktu z rodziną, wszystko byłoby inne. Znalazłabym jakąś normalną pracę, założyła rodzinę i... Czy ja właśnie marzę?
     Dotarłam na miejsce dziesięć minut przed czasem, więc spokojnie znalazłam salę, w której miało odbyć się spotkanie i usiadłam na jednym z krzeseł w korytarzu. Budynek był bardzo nowoczesny i sterylny, a zapachem przypominał poczekalnię u dentysty. Na parapetach i stolikach stały granatowe storczyki w szklanych doniczkach. Wyglądało to całkiem nieźle. Po chwili dołączyła do mnie reszta przyjętych tancerzy i wszyscy razem punktualnie o dziesiątej weszliśmy do pomieszczenia, w którym już czekał na nas zespół z całym szeregiem swoich ludzi. Poczułam się bardzo oficjalnie i odruchowo poprawiłam swoją kremową bluzkę z baskinką. Założyłam do niej wąskie czarne dżinsy oraz szpilki na platformie w tym samym kolorze. Usiadłam z brzegu obok Vicky, a po drugiej stronie stołu naprzeciwko mnie siedział Jared, obok niego Tomo a dalej Shannon. Koło nich siedzieli ludzie, których nie znałam - jak się domyślałam prawnicy. Czułam się trochę nieswojo, siedząc na wprost z Jaredem, który co jakiś czas przyglądał mi się. Nie miałam co zrobić ze wzrokiem, więc po prostu patrzyłam na kolejne osoby, które zabierały głos. Słuchałam dość uważnie, chociaż wszystko już wiedziałam, bo było napisane w umowie. Czekałam aż głos zabierze Emma, która ma podać szczegóły dotyczące treningów i trasy. Nudziłam się przez około pół godziny, aż w końcu zaczęła się interesująca mnie część.
 - Moi drodzy, teraz czas, żebym powiedziała coś o tym, jak wszystko będzie wyglądało w praktyce. Trasa rusza z początkiem czerwca, do tego czasu nadal mieszkacie tutaj, w Los Angeles i jedyne co musicie robić, to pojawiać się na próbach. Wraz z początkiem trasy wasze życie całkiem się zmieni, będziecie spać w hotelach, oczywiście noclegi i cała reszta jest na koszt zespołu. Wiadomo, że w trasie będą przerwy, ale nie nastawiajcie się na przerwy dłuższe niż kilka dni. Długość trasy w tym wypadku nie ma znaczenia, ponieważ wasze umowy nie obowiązują do samego końca, lecz tylko przez rok od dnia dzisiejszego. Wszystko co powinniście póki co wiedzieć właściwie zostało już powiedziane. W razie jakichkolwiek pytań możecie kontaktować się ze mną bądź z managerem. Teraz nadszedł czas, abyście podpisali wasze umowy.
     Tak też się stało. Chwilę później byłam już oficjalnie tancerką zespołu Thirty Seconds To Mars. Pomimo mojego braku jakiejś szczególnej sympatii do nich, cieszyłam się. Czułam, że otwieram kolejną księgę, taką czystą, jeszcze przez nikogo niepomazaną. Tomo w imieniu całego zespołu zaprosił nas na wspólny wypad do klubu w sobotę, a później my - tancerze, sami zgadaliśmy się na jakiś wypad do knajpy dzisiaj. Całe szczęście nikt nie zaproponował jutro, bo przecież mam ostatni występ w klubie...
     O osiemnastej siedzieliśmy już całą ekipą w barze, który był całkiem blisko mojej kamienicy, choć nigdy jeszcze w nim nie byłam. Bardzo miło nam się rozmawiało, każdy opowiadał trochę o sobie i o swoich doświadczeniach związanymi z tańcem. Ja przez większość czasu siedziałam milcząc i uśmiechając się sympatycznie, bo nie miałam o czym opowiadać.
 - A ty, Lizzy? - zapytał mnie Ryan. - Gdzie wcześniej pracowałaś?
 - Emm... Ja właściwie po skończeniu szkoły tanecznej skończyłam swoją karierę - uśmiechnęłam się lekko i poprawiłam na krześle, czując jak zalewa mnie fala gorąca. - Pracowałam w... restauracji jako kelnerka, ale uznałam, że może pójdę na ten casting. W pracy zaczęło mi się coraz mniej podobać i pomyślałam, że to może być dla mnie szansa. No i udało się - powiedziałam zadowolona z tego, że nawet nie za bardzo się jąkałam i nie namieszałam kłamiąc.
 - Mówisz poważnie? Twój występ był świetny, byliśmy pewni, że masz do czynienia z tańcem codziennie. Twoje zdrowie - powiedział i uniósł w górę szklankę ze swoim piwem. Powtórzyłam jego gest i wypiłam naraz całą zawartość.
     Wróciłam do domu trochę zmęczona. Wypiłam kilka piw za dużo, tłumacząc to stresem przed jutrzejszym dniem. Przyszłam na miejsce pieszo i tak samo wróciłam, przez co zdążyłam trochę wytrzeźwieć. W domu otworzyłam butelkę wina i poszłam z nią do łóżka. Przez długi czas nie mogłam, a właściwie nie chciałam zasnąć, więc ubrałam się cieplej i wyszłam na balkon. Wypaliłam na stojąco jednego papierosa, po którym zaczęło mi się kręcić w głowie, więc usiadłam na wiklinowym fotelu. Przymknęłam oczy i odpłynęłam w przyjemną krainę snu...
     Obudziłam się zziębnięta i obolała, ponieważ twardy fotel nie należał do najwygodniejszych miejsc do spania. Siedziałam jeszcze chwilę w jednym miejscu i powoli zaczęłam się podnosić, żeby zminimalizować ból mięśni, w szczególności pleców. Postanowiłam, że się trochę rozciągnę, a potem pójdę pobiegać. Było jeszcze wcześnie, miałam więc mnóstwo czasu dla siebie.
   
     Zbliżał się mój występ. Pierwszy raz w życiu tak się denerwowałam. Chociaż właściwie, to było to raczej uczucie podniecenia, ale bardzo podobne do tremy. Dlaczego podniecenia? Bo wiedziałam, że po dzisiejszym występie w stu procentach pożegnam się z przeszłością i stanę się lepszą wersją samej siebie. Jeszcze tylko godzina i będę mogła po raz ostatni wyjść z tego klubu, co będzie się równało ze schowaniem głęboko w szafie mojej starej księgi. Założyłam na głowę czarną perukę i odetchnęłam głęboko. Mimo beznadziejności sytuacji, w której się znalazłam, uśmiech nie chciał mi zejść z twarzy i wcale nie próbowałam się go pozbyć. Przybrałam jedynie figlarne spojrzenie i weszłam na scenę.
     Tańczyłam najlepiej jak potrafiłam, ten ostatni raz. W sumie lubię taniec na rurze, taki niezbyt wulgarny, ale piękny. Nie potrafiłam obiektywnie ocenić, czy robię to dobrze, ale fantastycznie się czułam. Słyszałam, że moja składanka dobiega końca, przybrałam więc ostatnią pozę, jaką było zawiśnięcie na rurze z rękami wzniesionymi w górę, nie było to trudne, wymagało jedynie mocnego spięcia mięśni ud. Uśmiechnęłam się lekko przeszywając swoją publiczność wzrokiem.
     I wtedy go zobaczyłam. Siedział przy jednym ze stolików w głębi sali z jakimiś ludźmi. Uśmiechał się do mnie szelmowsko i nieznacznie kręcił głową na boki. Byłam przerażona. W jednej chwili uśmiech zszedł mi z twarzy, ciało zadrżało wstrząśnięte dreszczem, a żołądek zacisnął się boleśnie. Zeszłam ze sceny w miarę zgrabnie, ale bardzo szybko i poszłam do garderoby. Usiadłam na wysokim krześle przy lustrze, a łzy cisnęły mi się do oczu. Położyłam się na toaletce, chowając głowę w rękach i zaczęłam płakać. Wiedziałam, że tak będzie... Mogłam się nie zgadzać na ten występ, nie kiedy moje życie już zaczynało się układać... Miałam siebie za totalną idiotkę.
     Uniosłam głowę do góry i popatrzyłam w lustro, w którym zobaczyłam jego odbicie. Stał w progu i nadal tak samo się uśmiechał, a w oczach miał błysk drapieżnika. Wstałam szybko i obejrzałam się za siebie.
 - Jared, ja to wytłumaczę, ja... - zaczęłam cicho i nerwowo.
 - Cii, cii - podszedł do mnie i jedną rękę przyłożył mi do ust, a drugą złapał za pośladek. - Wynagrodzisz mi to.


***
No i jest! Nareszcie! :)
Przyznam szczerze, że jestem  z siebie dumna po napisaniu tego rozdziału. Zabierałam się za to tyle czasu... Wiem, że mógłby być lepszy i dłuższy i w ogóle, ale uwierzcie, że dałam z siebie wszystko. Znów mam tego kopa, od razu kuję żelazo póki gorące i piszę nowy :)
Wyłapałam chyba kilka błędów, ale już nie wiem gdzie są, więc postanowiłam je zostawić, wybaczcie mi :*
Co do treści, to przepraszam za Jareda, ale właśnie taka będzie jego postać w moim opowiadaniu, choć może nie do końca... ;>
Bardzo proszę o opinie i takie małe pytanko... Czy bylibyście zainteresowani dołączeniem do grupy na facebooku, w której bym piała jak idzie mi tworzenie, kiedy nowy rozdział i tak dalej? Jeśli tak to piszcie, a grupa zostanie utworzona :)

   




środa, 18 czerwca 2014

WYJAŚNIENIE

Witam Was moi drodzy ;)
W tym wpisie nie chcę się zbytnio rozpisywać, bo mówienie o tym samym w kółko jest jedynie stratą czasu. Dostałam kilka krytykujących mnie komentarzy, czemu ani trochę się nie dziwię. Zaniedbałam bloga i to strasznie, ostatnio dodałam rozdział chyba w połowie lutego... Tak nie może być i ja dobrze o tym wiem. Nie potrafię Wam wyjaśnić, dlaczego tak się stało, bo tłumaczenie "nie miałam czasu/weny" jest śmieszne, prawda?
Absolutnie bloga usuwać nie chcę, mam napisany nowy rozdział od około miesiąca, tyle że nie w całości i nie potrafię go dokończyć. Wiem, co ma się w nim stać, w myślach bloga mam ułożonego bardzo daleko, ale trudno jest ubrać mi to w słowa. Siedzę nad tym praktycznie codziennie i udaje mi się napisać jedno zdanie, czasami kilka. Możecie wierzyć lub nie, ale tak jest.
Szacunek do czytelnika? Wchodzę na bloga tak jak mówiłam codziennie i widzę te nowe komentarze, ale im więcej czasu upływa, tym bardziej jest mi wstyd i tym mniej mam odwagi, aby odpowiedzieć. Przyznaję się do tego bez bicia i wcale się nie zdziwię, jeśli mnie za to zlinczujecie, zmieszacie z błotem, czy co tam jeszcze. Nawet Wam na to pozwalam, sama bym to chętnie zrobiła.
Bardzo Was zaniedbałam i strasznie mi z tego powodu głupio. Dajcie mi jeszcze trochę czasu, rozdział pojawi się na sto procent, tyle że nie potrafię podać daty. Chciałam powiedzieć jeszcze dużo rzeczy, ale oczywiście z nerwów mi wyparowały z głowy. Ten blog, a przede wszystkim moi czytelnicy wiele dla mnie znaczą i zrobię wszystko, by w przyszłości Wam to udowodnić, lepiej niż do tej pory.
Pewnie jeszcze w międzyczasie sobie przypomnę, co chciałam dodać, więc najwyżej napiszę w komentarzu. Czekam na Wasze opinie niecierpliwie, chociaż po takim czasie nie oczkuję dużego odzewu, tym bardziej pozytywnego. Jeszcze raz gorąco przepraszam...




niedziela, 2 marca 2014

Coś Innego

     Przepraszam Was, ale dzisiaj niestety nie dodam rozdziału. Prawdopodobnie pojawi się dopiero w sobotę, niestety. Dzisiaj przygotowałam dla Was coś troszkę innego. Rzucam Wam link do bloga mojej koleżanki, którego dopiero założyła. Będą tam wrzucane nie mające ze sobą raczej nic wspólnego jednopartowe opowiadania. Ostrzegam, ze pierwsze jest wyciskaczem łez, całkowicie opartym na faktach, jakby kartka z pamiętnika mojej koleżanki. Proszę Was w jej imieniu - zaglądajcie często, bo warto :)
 
KLIK 

     Nie mogłam Was dłużej trzymać w niewiedzy :)

sobota, 22 lutego 2014

ROZDZIAŁ 4

     Stałam przed lustrem i nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Dziewczyna w odbiciu wyglądała zupełnie inaczej niż ta, którą oglądałam na co dzień. Wbrew moim obawom nie wyglądałam młodziej, spokojnie można mi dać te dwadzieścia sześć lat, ale... Widzę zmianę. Może i to nie jest mój styl, ale na pewno widać, że przeszłam metamorfozę. Patrzyłam na nową siebie dobre kilka minut, aż wreszcie uznałam, że wystarczy. Za kilkanaście minut miałyśmy wyjeżdżać. Ciarki przechodziły mi po plecach, gdy pomyślałam, jak może zmienić się moje życie...

     Kilka godzin później siedziałam na podłodze ogromnej sali, na której znajdowały się dziesiątki ludzi w różnym wieku, przeważnie moim, każdy się rozciągał albo ćwiczył swój układ. Chętnych było dużo więcej, jednak odpadli w pierwszym etapie, jakim było sprawdzenie kwalifikacji. Siedziałam sama, a Ana poszła na widownię, gdyż casting był otwarty. Nie miałam pojęcia ile to jeszcze może potrwać. Średnio co sześć minut wołali następnego uczestnika, a znając moje szczęście będę gdzieś na samym końcu. Z nudów zaczęłam bawić się swoimi doczepianymi blond końcówkami włosów, później zajęłam się przyglądaniem swoim nowym butom. Na początku chciałam zatańczyć boso, ale to raczej nie był dobry pomysł. Zdecydowałam się zatańczyć trochę jazzu, a później przejść do hip hopu. Tak trochę wszystkiego po trochu, bo jeszcze gdzieś w środku występują elementy dancehallu. Miałam ogromny problem z ubiorem, ponieważ zawsze do tańca zakładałam luźne dresy, ale to nie pasowało do mojego obecnego stylu. W końcu zdecydowałam się na krótkie spodenki, pod którymi miałam cienkie lekko podarte rajstopy, a na to założyłam bokserkę i luźną koszulę, która podczas tańczenia jazzu wyglądała jak sukienka, a gdy muzyka zmieniała się w hip hop - szybko wiązałam ją w pasie. Jeden element, ale tak dużo zmieniał. Szczerze mówiąc bałam się. Nie, nie tego, że mnie przyjmą, przeciwnie - że zostanę odrzucona. W ciągu ostatniego tygodnia tak się "napaliłam" na to, że teraz nie wyobrażam sobie, że mnie nie przyjmą. Owszem, nadal nie mam pojęcia, jakby to miało wyglądać, ta moja praca w zespole, ale... Chcę tego.Rozmawiałam już nawet z Klausem, powiedziałam mu, że ja i Ana niedługo odchodzimy i żeby nie miał nam tego za złe. Bałam się jego reakcji, ale on mnie bardzo zaskoczył. Okazało się, że on też zmienił swoje plany na życie i za niedługo zamyka klub i kamień spadł mu z serca, że nie będzie mnie musiał pozbawiać pracy. Wszystko zaczynało się układać. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy to nie jest jakiś znak? Może jednak ktoś ma dla mnie inny plan?
     Już miałam podejść do kogoś z obsługi i zapytać, gdzie można zapalić, kiedy usłyszałam swoje nazwisko. Kurwa, teraz moja kolej. Przeszłam przez pół sali, które dzieliło mnie od wejścia na scenę, po drodze napotkałam kilka zarówno damskich, jak i męskich spojrzeń. Miałam nawet wrażenie, że jeden chłopak puścił mi oczko, ale wolałabym tego nie widzieć. Już dość.Odetchnęłam głęboko i przymknęłam oczy, a gdy je otworzyłam szłam już przez scenę. Od razu zwróciłam wzrok w stronę jury, w którym zasiadał zespół, ich manager oraz jakiś choreograf, który miał patrzeć na technikę. Trzech mężczyzn patrzyło na mnie od samego momentu, gdy przekroczyłam próg sceny, a pozostała dwójka ze sobą rozmawiała, a później zaczęli się śmiać. Wyglądało to tak, jakby już dobre kilkanaście minut nie mogli powstrzymać śmiechu. Byli to oczywiście starszy Leto i gitarzysta zespołu. Słyszałam od Any, że oni tak zawsze i to ponoć u nich normalne.
     Stanęłam na miejscu przy mikrofonie i sie przywitałam. Byle do przodu.
 - Dzień dobry, jak się nazywasz? - zapytał Jared. Na początku czułam, jak przewierca mnie wzrokiem i trochę mnie to krępowało, ale to było tylko chwilowe odczucie i od razu odzyskałam pewność siebie.
 - Lizzy Rees - odpowiedziała krótko i poprawiłam włosy opadające mi na twarz. W tym momencie zobaczyłam kątem oka, że Shannon i Tomo wreszcie się ogarnęli i zajęli mną. W przenośni.
 - Lizzy to zdrobnienie od Elisabeth? - zapytał ponownie Jared.
 - Nie - znów monosylabiczna odpowiedź.
 - A od czego?
 - A czy to k... Czy to ważne? - chciałam dodać "kurwa" w połowie, ale się powstrzymałam. Usłyszałam stłumiony chichot ze strony starszego Leto, więc nie wytrzymałam i spojrzałam na niego. Rzeczywiście śmiał się i pokazał mi kciuk wyciągnięty w górę. Serio? Co ja takiego fajnego powiedziałam?
 - No dobra, w takim razie scena jest twoja.
     Wreszcie. Jakiś facet podszedł i zabrał mi statyw z mikrofonem, a po chwili zaczęła lecieć moja składanka. Pierwsza część perfekcyjnie, ściągnięcie koszuli i związanie jej w pasie też się udało, trochę dancehallu, hip hop i koniec. Byłam zadowolona ze swojego występu. Stanęłam w miejscu i czekałam, nie wiedziałam co robić. Wszyscy patrzyli na mnie przez chwilę, a później odezwał się manager.
 - Wymyśliliśmy wspólnie, że mamy dla ciebie małe zadanie. Puścimy ci jedną z piosenek chłopaków, a ty wyobraź sobie, że jesteś w klubie, nie znasz piosenki i po prostu dajesz się ponieść emocjom i tańczysz bez żadnej choreografii. W porządku? - zapytał, a ja skinęłam głową, bo nie miałam mikrofonu, żeby odpowiedzieć. Po chwili usłyszałam pierwsze dźwięki jedynej znanej mi piosenki zespołu, jaką było "Closer to the edge". Znam ją, bo Ana jej słucha, zdecydowanie za często. Zrobiłam to, co kazał mi zrobić manager - po prostu zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie, że tańczę w klubie i nikt na mnie nie patrzy. Skakałam po całej scenie jak wariatka, w sumie sama nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Robiłam to, na co miałam ochotę, a myślami byłam dziesięć lat wstecz.
     To był ten moment, który mnie zmienił najbardziej, chociaż wtedy jeszcze nie miałam o tym pojęcia. Słowa piosenki, muzyka, ta wolność, którą czułam... Muzyka przestała grać, a ja wróciłam do rzeczywistości i po prostu się uśmiechnęłam. Czułam, że otarł mnie but i miałam cholerną ochotę go zdjąć, ale nie dawałam po sobie nic poznać. Wszyscy członkowie jury patrzyli na mnie z uśmiechem na twarzy.
 - Możesz mi, to znaczy nam powiedzieć, dlaczego przyszłaś na ten casting? - pytanie zadał Shannon. Zdziwiło mnie ono i to bardzo, a na dodatek ten jego niski głos... Boże, odlatuję. Spojrzałam mu prosto w oczy i się przeraziłam. Jego wzrok mówił "wiem, kim jesteś, czemu już nie dajesz dupy i czego szukasz na castingu do rockowego zespołu?". Autentycznie wydawało mi się, że on wie. Wzięłam głęboki oddech, jak przy wejściu na scenę i odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Prawie.
 - Ostatnio trochę się u mnie zmieniło, uznałam, że chcę zmienić swoją pracę i życie w ogóle - przełknęłam ślinę. - Poza tym zawsze chciałam zarabiać na życie przez taniec, bo to jest moja pasja. - Kurwa, co za ironia. Jakby nie było ja zarabiałam przez taniec, tylko że TROSZECZKĘ inny.
 - Rozumiem. Z mojej strony to wszystko, jestem za.
 - Mi też się podobało - powiedział Tomo zwrócony do swoich współpracowników. Wymieniali się zdaniami aż w końcu coś ustalili i popatrzyli na mnie.
 - Witaj w naszym zespole - powiedział wesoło Jared, wstał i zaczął zmierzać w moją stronę, więc wyszłam mu na przeciw. - To jest wejściówka członka zespołu, taka na teraz. Musisz pójść do dziewczyny o imieniu Emma, ona powie ci co i jak. Do zobaczenia, Lizzy - odwrócił się na pięcie i wrócił na swoje miejsce, a ja zeszłam ze sceny.
     Boże, udało mi się! Czyli, że... naprawdę zaczynam nowe życie? Nie mogę w to uwierzyć. Ana na pewno widziała wszystko... Nawet o niej nie pamiętałam, nie zwróciłam uwagi, czy jest na widowni, czy nie. Cholera. A teraz muszę znaleźć Emmę, kimkolwiek ona jest. To znaczy mniej więcej kojarzę, ale nie mam pojęcia, jak wygląda. Podeszłam do małej grupki, w której były dwie dziewczyny i jeden chłopak i zapytałam ich o nią.
 - Też na nią czekamy, zaraz ma się pojawić. A czy ty dostałaś się do zespołu tancerzy? - zapytała mnie jedna z dziewczyn, która wyglądała na bardzo otwartą i sympatyczną, gdzieś w moim wieku. Pozostała dwójka była raczej młodsza.
 - Tak, dostałam się - odpowiedziała.
 - O jej, to wspaniale! Gratuluje ci, my też się dostaliśmy. Ja mam na imię Vicky, to jest Camilla, a to Rayan. Wygląda na to, że od dzisiaj będziemy razem pracować - powiedziała i mnie mocno przytuliła. Pozostała dwójka od razu się podniosła i zrobili to samo.
     To byli naprawdę sympatyczni ludzie. Czekaliśmy na Emmę ponad piętnaście minut, ale zleciało naprawdę dużo szybciej. Czułam, że z Vicky się polubimy, miała w sobie coś takiego, że chciało się przebywać w jej towarzystwie. Byłam szczęśliwa, że tak dobrze trafiłam. Moi nowi znajomy rozmawiali ze sobą wesoło, a ja myślałam nad tym, jak dalej potoczy się zarówno moja kariera w zespole, jak i życie ogólnie. Znów poczułam te ciarki, które ostatnio często mi towarzyszą. Po kilku chwilach podeszła do nas dość niska blondynka, starsza ode mnie na oko dziesięć lat, była ubrana w luźne dżinsy oraz bawełniany sweter, nie miała makijażu. Była ładna, owszem, ale może trochę zaniedbana?
 - Cześć, mam na imię Emma i na początku chciałabym wam bardzo pogratulować. Witajcie w zespole! - powiedziała i każdego z nas obdarowała sympatycznym uśmiechem. - Mam wam trochę do powiedzenia na temat zasad panujących w zespole i samej pracy. Więc tak, na pewno musimy się umówić na bardziej formalne spotkanie, teraz powiem wam, że okres próbny trwa tylko miesiąc, w tym czasie raczej nie powinno się nic zmienić, bo nie zmieniamy składu zbyt często. Dostaniecie swoje identyfikatory, małą zaliczkę na początek i jeszcze szczegółowe zasady spisane w umowie, którą będziecie mogli na spokojnie przejrzeć w domu. Dzisiaj nie powiem wam nic więcej, umówimy się z wami za kilka dni, żeby wszystko ostatecznie omówić i podpisać umowę - mówiła trochę chaotycznie, ale zrozumiałam wszystko, co chciała nam przekazać i nie miałam żadnych pytań. Ruszyłam stopą i przypomniała sobie o bólu wywołanym otarciem. Dyskretnie schyliłam się do buta i powoli rozwiązałam sznurówki, a następnie delikatnie zdjęłam trampka. Poczułam ulgę, ale stopa i tak mnie piekła. Chciałam zdjąć skarpetkę i zobaczyć ranę, ale przy nich wszystkich mi nie wypadało. Całe szczęście Emma nie miała za dużo czasu, więc rozdała nam to, o czym mówiła, pożegnała się i odeszła. Chętnie zostałabym z moimi znajomymi dłużej, ale po pierwsze czekała na mnie Ana, a po drugie ta stopa tak cholernie piekła. Wzięłam numer telefonu od Vicky i obiecałam, że się z nią skontaktuję, żebyśmy się wszyscy umówili na jakieś piwko, w ramach zapoznania.
     Zeszłam z ich pola widzenia i mimo, iż chciałam już zobaczyć się z Aną, ból stopy wygrał. Usiadłam na jakimś krześle i ściągnęłam skarpetkę. Zdziwiłam się sama, że but może zrobić aż tak dużą ranę, wyglądała naprawdę paskudnie.
 - Uuuaa, musi boleć - usłyszałam nad głową męski głos, podniosłam wzrok i zobaczyłam Shannona. Miał krzywą minę i zerkał raz na moja twarz, a raz na stopę. - Poczekaj tu, skombinuję ci jaki plaster, czy... coś. Wyglądał troszkę śmiesznie, przejechał dłonią po swoich krótkich włosach i je zabawnie zmierzwił. Chciałam zaprotestować, ale nim zdążyłam zareagować, ten już zniknął. Pojawił się po kilku minutach z perfumami, chusteczką higieniczną i taśmą w ręce.
 - Wybacz, ale nic innego nie byłem w stanie zdobyć. Może coś z tego będzie - powiedział i klęknął przy moim krześle. Automatycznie zdjęłam jedną nogę z drugiej, żeby Shannon nie miał do niej dostępu, ale ten się tylko zaśmiał. - No daj spokój, nie zrobię ci krzywdy, umiem opatrywać rany. Daj tę nogę.
 - To naprawdę nie jest konieczne, ja poradzę sobie sama - powiedziałam spokojnie, delikatnie się uśmiechając. Wizja Shannona Leto, który ostatnio przynajmniej raz na tydzień przychodził patrzeć do klubu jak tańczę na rurze opatrującego mi otarcie była komiczna.
 - Nie masz nic do gadania, to jest pierwsze polecenie służbowe. Noga -  zrezygnowana położyłam stopę na kolanie drugiej nogi i napięłam wszystkie mięśnie, gdy mężczyzna się do mnie zbliżył. Musiał to wyczuć, bo kąciki jego ust delikatnie się uniosły, ale natychmiast opadły. - Teraz może trochę szczypać, przepraszam - powiedział i psiknął perfumami w miejsce skaleczenia. Rzeczywiście, zapiekło mnie i syknęłam cicho, ale dało się wytrzymać. Jedną chusteczką starł krople, które spływały mi w dół, psiknął jeszcze raz, a potem przy pomocy drugiej chusteczki i taśmy zrobił prowizoryczny opatrunek. Wytarł swoją dłoń, uniósł na mnie wzrok i uśmiechnął się, pokazując szereg śnieżnobiałych zębów.
 - Dziękuję - powiedziałam.
 - Nie ma za co, nie chcę, żeby moja... - zawahał się - współpracownica myślała, że jestem jakimś bucem, którego nic poza czubkiem własnego nosa nie obchodzi. Chociaż pewnie i tak nic to nie zmienia, a ty będziesz myśleć co chcesz.
 - Czemu jesteś taki pewny tego?
 - Bo wszyscy tak o mnie myślą przywykłem. Wiesz, muszę już spadać, bo kończy mi się przerwa. Emma pewnie da ci znać o spotkaniu, do zobaczenia.
 - Tak, do zobaczenia - powiedziałam, a Shannon odszedł.
     Szczerze mówiąc to było dziwne. Nie spodziewałam się, że taka sytuacja będzie miała kiedykolwiek miejsce. Zdezorientowana siedziałam jeszcze przez chwilę na krześle, a potem naciągnęłam skarpetkę na stopę, buta wzięłam do ręki i poszłam odszukać Anę. Stała przy drzwiach, z których wychodziłam i od razu rzuciła mi się na szyję. Popatrzyłam na nią, płakała ze szczęścia. Gratulowała mi i zasypywała buziakami. Gdy zobaczyła moją stopę zapytała co się stało, ale nie opowiedziałam jej o zajściu z Leto. Jeszcze nie, powiem jej w domu. Za dużo emocji w zbyt krótkim czasie.
     Cholera, jestem szczęśliwa.


*****
Strasznie Was przepraszam, że musieliście tak długo czekać... Pierwszy tydzień po feriach, po prostu totalna masakra i totalny brak czasu. Przyszły tydzień też jest mega zawalony, ale w sobotę rozdział 5 na pewno się pojawi :)
Wreszcie coś zaczyna się dziać :3
Mam nadzieję, że opowiadanie się Wam podoba. Zostawiajcie po sobie JAKIKOLWIEK ślad i dawajcie w komentarzach linki do Waszych blogów, nie tylko Marsowych - chętnie poczytam.
Dzięki, że wpadacie i wspieracie <3